Jesteś 27722 odwiedzającym

www.niesiedzpodblokiem.pl

blog podróżniczy

Jesteś w: Skip Navigation LinksStart / Czarnogóra '2010

Czarnogóra '2010

Dobar dan, czyli dzień dobry po serbo-chorwacku. Tym razem wybraliśmy się trochę dalej niż w ostatnie wakacje, a mianowicie do Czarnogóry. Pierwotnie podróż ta miała być typowo lotnicza, jednak głównie ze względu na tryb spędzania wyjazdu wakacyjnego (czyli trochę leniuchowania na plaży z przewagą odkrywania pięknych zakątków) zdecydowaliśmy się ponownie na podróż naszym nie młodym już samochodem. I okazało się to dobrym wyborem. Przejazd do Czarnogóry: wybraliśmy chyba najpopularniejszą trasę ze stolicy, czyli Polska->Czechy(Mikulov)->Austria->Słowenia->Chorwacja(Gospić)->Czarnogóra(Tivat). Wyjechaliśmy w piątek 9.07.2010r rano a na miejscu byliśmy około godziny 16. Samej jazdy odliczając noclegi wyszło ~ 24-26 godzin. Droga przez Polskę okazała się dość szybka – problemem był wyjazd z Warszawy, a potem śmiganie dwupasmówką do samego Cieszyna. Zakup winiety za granicą i około 17 byliśmy już w Mikulovie. Kwaterkę znaleźliśmy dość szybko i za 30 euro mogliśmy przenocować. Rano ruszyliśmy dalej w stronę Austrii, znowu zakup winietki i w południe byliśmy na granicy ze Słowenią. Przez Austrię ogólnie jechało się dobrze, kilka razy wpadliśmy w korki na trasie – zwężenia spowodowane pracami remontowymi skutecznie urwały z godzinę jazdy. Dotarliśmy jednak szczęśliwie do granicy ze Słowenią, gdzie zakupiliśmy jedne z droższych winietek ~ 15 euro na 10 dni. W porównaniu z wyjazdem do Chorwacji sprzed 7 lat w Słowenii dużo zmieniło się na lepsze: przez prawie całą Słowenię można teraz przejechać płaską autostradą. Niestety odcinek kilku kilometrów przed granicą z Chorwacją nie jest już autostradą. Jednak największą bolączką była wymiana turnusów (do granicy dotarliśmy w sobotę po południu). Korek urwał nam kolejne dwie godziny. Nasza rada: tą granicę należy przekraczać najlepiej w ciągu tygodnia, a jeżeli wypadnie to w weekend radzę zatankować auto przed jazdą tym odcinkiem drogi. Na pewno dobrym pomysłem jest sprawdzenie i nabicie klimatyzacji. Nie muszę tego przypominać pewnie doświadczonym kierowcom, ale na granicy w tym korku widzieliśmy Polaków, którym autko się zagotowało i stali w 40 stopniowym upale próbując je reanimować. My też mieliśmy nie wesołą sytuację z powodu właśnie kończącego się paliwa na tym odcinku. Po stronie chorwackiej stacja benzynowa też od razu się nie pojawiła. W Chorwacji nie trzeba winietki, jednak na autostradzie znajdują się płatne bramki. Muszę przyznać, że jazda po chorwackiej autostradzie to prawdziwa przyjemność: nawierzchnia jest równa, a ponieważ gdzieniegdzie można spotkać ograniczenia do 110-130km/h więc można lecieć „ile fabryka daje”. Jest jednak parę mankamentów, które są dość wkurzające dla podróżników: otóż przy samej autostradzie jest bardzo niewiele moteli (spotkaliśmy dokładnie jeden). W naszym przypadku wieczór zastał nas na wysokości wyspy Pag i ponieważ nie było przy trasie motorestu zjechaliśmy do Gospicia, gdzie okazało się, że na 3 hotele w mieście tylko jeden był otwarty! Do tego ceny noclegu były niewspółmiernie wysokie do oferowanego standardu i jakości obsługi. Gospicia zdecydowanie nie polecamy do zatrzymania się na nocleg. Dla tych, dla których Chorwacja jest w czasie podróży krajem tylko tranzytowym, aby szukali noclegów w większych miastach albo rezerwowali noclegi odpowiednio wcześniej. W niedzielę rano pomknęliśmy dalej w stronę Czarnogóry. Autostrada skończyła się w okolicy miejscowości Ravca a dalej zaczął się dość kilkudziesięcio kilometrowy męczący dla kierowcy odcinek serpentyn. Dalej trasa wiedzie wzdłuż brzegu morza i prowadzi przez terytorium Bośni i Hercegowiny. Na granicy z Bośnią na pewno nastąpi delikatne spowolnienie jednak nie potrzeba tu wykupywać winiety. Droga do Czarnogóry a także po niej wiedzie wzdłuż brzegu morza i niestety nie jest zbyt szybka: dużo tu lokalnych maruderów, a także karawanów i samochodów ciągnących przyczepy i łódki. Granicę z Czarnogórą przekroczyliśmy w godzinach popołudniowych bezproblemowo. Na granicy nie było prawie w ogóle kolejek, jednak strażnicy na granicy chcieli obejrzeć nasze paszporty. Na terytorium Czarnogóry wymagane jest posiadanie winiety (można ją kupić na granicy, oferują ją przy wjeździe kręcący się przy samej drodze handlarze). Winieta w Czarnogórze kosztuje 10 euro jednak ważna jest przez okres 1 roku! Słyszałem opinie o policji, która ściga kierowców za posiadanie przyciemnionych szyb w aucie jednak my niczego podobnego nie doświadczyliśmy. Obowiązkowe jest też ponoć wykupienie zielonej karty, jednak z roztargnienia nie zrobiliśmy tego i uszło nam to na sucho. Od Polaka z Wrocławia dowiedziałem się, że ich potraktowali bardziej obcesowo na granicy i nakazano im zakup zielonej karty na granicy pod groźbą zatrzymania paszportów. Jazda po Czarnogórze na początku była dość ciekawym doświadczeniem: co chwilę słyszałem dźwięk klaksonu wydawanego w przeróżnych sytuacjach. Po jakimś czasie doszedłem, że klakson w samochodach tubylców ma szeroką gamę zastosowań, a przede wszystkim służy do pozdrawiania znajomych i trzeba się do tego przyzwyczaić będąc na miejscu. Tubylcy jeżdżą niezbyt szybko, jednak lokalne autokary jeździły z dość zawrotnymi prędkościami. Ogólnie jeżeli prędkość dostosujemy do ograniczeń na znakach nie powinna nam grozić żadna kontrola ze strony tamtejszej policji. Jeżeli wybieracie się bardziej na południe Czarnogóry opłaca się skorzystać z przeprawy promowej w Kamenari, która skraca jazdę wokół całej Zatoki Kotorskiej. Za 4 euro od samochodu osobowego można w 10 minut skrócić ~ 40 km odcinek wokoło zatoki. Promy kursują tak często, że spóźnienie na jeden z promów wydłuża przeprawę najwyżej o parę minut. Droga wzdłuż morza jest trochę uciążliwa (nie ma przeważnie miejsca na wyprzedzanie innych pojazdów, ograniczenia prędkości) jednak rekompensują to przepiękne widoki w stronę morza. Ogólnie trzeba dzieciaki mieć cały czas na oku bo tubylcy na nie nie uważają. Ludzie: Czarnogórcy w historii naszych państw nie doświadczyli od nas żadnego ucisku więc z tego punktu widzenia są nastawieni pozytywnie. Prawdopodobnie większość nie wiedziała, że jesteśmy z Polski, a chyba ich to nie bardzo interesuje. Polaków nie jest w Czarnogórze na razie aż tak dużo więc nie zdążyliśmy jako naród jeszcze negatywnie dać się im we znaki. Wydaje się, że traktują nas tak jak każdych innych turystów czyli życzliwie. Mile nas zaskoczyła znajomość języków obcych a zwłaszcza angielskiego, każdy z kim tutaj mieliśmy okazję pogadać czy młody czy starszy znał język angielski chociaż w stopniu komunikatywnym. W restauracjach na pewno mówią dość płynnie po angielsku. Spotykaliśmy tutaj ludzi z różnych państw nawet Finowie byli jednak wydaje się, że nacją, która jest jakoś wyjątkowo namaszczona czy uprzywilejowana przez rząd są Rosjanie. Większość reklam przy drodze ku naszemu zdumieniu była zamieszczana przez firmy rosyjskie. Od właścicielki kwatery (zresztą bardzo światowej) dowiedziałem się rząd przygotował dla Rosjan coś w rodzaju raju podatkowego i teraz rosyjscy inwestorzy prowadzą tu różne interesy: na pewno mocno handlują tu nieruchomościami, a także wykupują grunty i budują domy. Czarnogórcy nie są z tego zbyt zadowoleni, gdyż w takim tempie Czarnogóra stanie się niedługo kolonią rosyjską. [Ceny]: tutaj płacimy w sklepach w euro. Większość sklepów ma portale do kart więc radzimy nie wwozić do Czarnogóry w worku całej sumy potrzebnej do pobytu. Gdy braknie pieniędzy w każdej miejscowości na pewno znajdzie się multum bankomatów. Na wycieczkę dobrze jest mieć przy sobie trochę gotówki, gdyż bilety wstępu np. do zamków są płatne przeważnie tylko gotówką. [Pogoda]: no tutaj na pewno zadowolone z pobytu będą zmarzluchy. Słoneczko grzało mocno już od rana, chmurka pokazywała się na niebie rzadko. Średnia temperatura przez cały pobyt to około 32-33 stopni. Nad morzem łatwiej znieść upał gdyż wieje od morza sympatyczny wiaterek. Woda w morzu z rana ma około 26 stopni, a pod wieczór była cieplutka. Jestem ciepłolubny, ale mimo to na plaży długo bez wchodzenia do wody nie da się wytrzymać. Dzieciakom lepiej na plażę zabrać czapki i parasol, aby czasem usiąść w cieniu. Plaże są w większości kamieniste więc dobrze jest zabierać dzieciaki w klapkach. W południe tak do 15 lepiej z dzieciakami zejść z plaży gdyż nieźle wtedy słońce smaży. Dla spacerowiczów idealna temperatura robiła się do 11 i po 18. Wdrapywanie się na wszelkie atrakcje, które znajdują się w pobliżu kamieni radzimy przeprowadzać raczej z rana, bo później wszystko się mocno nagrzewa. Dobrze jest też zabieranie ze sobą co najmniej jednej dużej butelki z wodą – wypacanie jest tu niesłychane.

www.niesiedzpodblokiem.pl · Atrakcji [6] · Komentarzy [0]

Mapa podróży

 

Trasa podróży (6 atrakcji)

12
Sveti Stefan
14 lipca 2010

Budva
14 lipca 2010

Kotor
16 lipca 2010

Niebieska grota (Plava Spilja)
19 lipca 2010

Mamula (Lastavica)
19 lipca 2010

  

Komentarze (0)

brak komentarzy

» dodaj komentarz

Menu podróży

Dzieciaki w podróży

Konrad: 6 lat(a)
Dominika: 3 lat(a)


Szybki skok